That Guy With The Glasses.pl -Doug walker czyli Nostalgia Critic, Chester A. Bum i inni - strona główna

Autorskie Opowiadania

Czyli dyskusje o wszystkim i o niczym

Autorskie Opowiadania

Postprzez Energytoran » Pt sty 18, 2013 9:25 pm

Wbrew pozorom, robię czasem coś poza wypisywaniem głupot na forum i chacie - wypisuję głupoty w wordzie. Chodzi mi mianowicie o moją twórczość pisarską. Wrzucę jak na razie tylko prolog i pierwszy rozdział, choć mam tego o wiele więcej, nie chcę zaśmiecać forum.
Prolog:Iskrajama – Śmierć, walka i magia
Witaj, Podróżniku. To co teraz przeczytasz powinno być listem powitalnym, każdego noworodka, który się rodzi na tym świecie. Dzisiaj zaczyna się Twioja nieskończona walka z rzeczywistością. Prędzej lub później los rozkaże ci walczyć o życie. Krasnoludy, elfy, ludzie i jeszcze wielu innych... Nawet tak wielki świat jest zbyt mały, żeby pomieścić ich wszystkich. Ciągłe wojny, powstania, wieloletnie bitwy są i zawsze będą nieuniknione. A potem, jakby tego było mało, z kosmosu przybyli kasakinowie z azanami...
Kasakinowie to spokojny lud, zamieszkujący podziemia i starają się nikomu nie dawać we znaki. Azanowie jednak to urodzeni zdobywcy. Choć przez wieki ukrywali się w podziemiach, wyszli na powierzchnię i zaczęli swój podbój. Uczynili ten świat jeszcze gorszym miejscem do życia.
Lecz są również tacy, którzy mogą uczynić go znacznie lepszym. Zapaliła się dla nas iskra nadziei. Obyś dożył czasów, kiedy nadejdzie Przebudzony…
Rozdział 1 – Podbój
Władca azanów, król Arigan patrzył na ziemie właśnie zdobywane przez jego żołnierzy. Tak, nareszcie podbił królestwo elfów. To te stworzenia nazwały go Ariganem – Magią Nienawiści. Przed tym, jak go tak przezwano, nie nosił imienia, lecz spodobał mu się ów przydomek, gdyż wzbudzał w sercach prostych istot przerażenie, które może jest bardziej przerażające, gdy kojarzy się z jego osobą. Jeszcze nie zdecydował co zrobi z ich królową. Nieeee, nie może jej zabić, byłoby to zbyt ryzykowne posunięcie, poza tym uznawał, że dla każdego, kto go tak złości przez kilka wieków, śmierć jest pożądanym wyjściem, w porównaniu z tym, co planuje zrobić z tą elfką. Zrobi z niej swoją niewolnicę, nękaną jak długo tylko będzie panować tą ziemią. A co najlepsze, elfy są prawdopodobnie nieśmiertelne, czyli może się cieszyć tą kobietą całe wieki.
Uderzył się w twarz, gdy dotarło do niego, że to właśnie pomyślał. Nie powinien się na takich rzeczach skupiać. Azanowie – silni, stworzeni z metalu wojownicy wykraczają poza ten schemat. Elfy mają swoje kaprysy i wady, ale mimo że nawet gdyby wybuchł bunt i mógłby go uciszyć, osłabiłoby to jego królestwo. Gdy jakakolwiek istota jest kierowana nienawiścią, nie liczy się z konsekwencjami. Niepotrzebne byłoby tyranizowanie każdej podporządkowanej istoty. Zresztą w całej tej wojnie od początku chodziło tu tylko o pokazanie kto jest prawdziwą, uosobioną siłą i po czyjej stronie leży racja. Królowa dobrze to zapamięta.
Jest za to jedna istota narodzona wśród elfów, którą należy zgładzić. Osoba o imieniu Rikgin. Arigan nie miał z nim żadnych porachunków, ale bał się go, choć azańskie przerażenie wywołane przez innych było częściej nazywane niepewnością. Bowiem pochodzenie Rikgina budziło niepewność: syn nimfy i pół-boga, mimo to narodzony jako elf? Za tym na pewno kryje się jakiś haczyk. Sami jego rodzice byli jego wrogami. Bez wątpienia rozumie kto to Arigan i że to on zamordował jego ojca i matkę. Oczywiście ojcowie jego rodziców nawet azańskiemu tyranowi nie byli znani, lecz to budziło w nim jeszcze większe obawy. Nawet pomijając te fakty owy elf miał w sobie niejedną zagadkę: został wychowany przez myszołowa, jego instynkt mówił mu co ma robić, a taki król jak Arigan, który ma na wyciągnięcie ręki całą armię nie może go złapać. Gdy gdzieś zostało wypowiedziane jego imię, w każdym budziło to niechęć do Arigana. Lecz azan miał nad nim jedną przewagę: król azanów wiedział o owym elfie więcej, niż on sam, czemu nie ma się co dziwić, skoro ani trochę nie pamiętał swoich rodziców.
Wtem otworzyły się drzwi do jego komnaty i wszedł zwiadowca, który skłonił się w pas.
-Panie, królestwo elfów zdobyte. - to mówiąc zwiadowca wyszedł pospiesznie, jakby się obawiał, że przeszkodził w czymś swemu władcy, a tym bardziej tego, jak mógłby zareagować, gdyby naprawdę tak było. Arigan miał już podporządkowane dwie rasy. Ludzie i krasnoludy to rasy, którymi mógłby zawładnąć nawet idąc tam w pojedynkę: krasnoludy były powolne i zazwyczaj upite, a ludzie po prostu głupi, a w żadnym razie nie chciałby przejmować się gospodarką krajów istot, które nawet niegodne były podboju. Kasakinowie... Nawet gdyby komukolwiek udało się wyrazić jak bardzo król azanów ich nienawidzi, na pewno już by mu się nie udało zgadnąć, jakie cierpienie ma w planach im zadać. Lecz na to jeszcze za wcześnie, dopiero co zawładnął następną rasą, a ma przecież jeszcze wieki przed sobą, jeżeli nie tysiąclecia, a może nawet i dłużej.
Postanowił wyjść we własnej osobie i obejrzeć swój nowy pałac. Oczywiście królowa elfów się nie podda i będzie walczyć do ostatniej kropli krwi. Nie zna jednak jeszcze jego umiejętności bitewnych, przekona ją choćby siłą żeby się poddała. Opuścił zamek, widząc z satysfakcją poległych elfickich wojowników. Na szczęście jego podwładni wykonali dokładnie rozkazy, nie zniszczyli budynków, jedynie koszary i wieże łucznicze. Kilku z jego żołnierzy wypadło przez okno pałacu królowej Kinai, po czym wbiegli następni, których czekał podobny los. Tak, ta władcza elfka była wspaniałą wojowniczką. Nie ignorował tego. Jednak ona jeszcze nie wiedziała jak wyszkolono jego, Pogromcę Azanów, Ojca Rodu. Wkroczył do jej gigantycznej twierdzy. Większość jej służących było albo skrępowanych albo martwych. Tak, żołnierze wykonali rozkazy co do joty. Wszedł na najwyższe piętro. Zamek był wspaniale udekorowany. Przy oknach zwisały sznury z brylantami, na posadzce ciągnął się fioletowy dywan, a na suficie błyszczały diamenty. Najpiękniejszy w twierdzy był surowiec z jakiego pałac był zrobiony – nieskazitelny biały marmur.
Arigan wreszcie stanął przed drzwiami sali tronowej. Wziął ze sobą swoją broń – metalowy kij z półksiężycami na obu końcach. To broń każdego azana, nazywana taongiem. Strzelała metalowymi kulami, z których ze wszystkich stron wychodziły grube kolce. Kasakinowie mieli podobne, jednak kamienne.
Zdobywca pchnął drzwi. Aż go zamurowało – cała sala była jednym diamentem! Aż trudno było dostrzec meble i ściany wielkiego pokoju. Blask był naprawdę mocny, lecz na szczęście rzucił na siebie wcześniej kilka zaklęć ochronnych. Był w stanie zobaczyć królową, stojącą wokół trupów jego żołnierzy z dwoma najwyraźniej zatrutymi mieczami (skoro zabijała nimi azanów), spoglądającą z malującą się na jej twarzy nienawiścią w jego stronę. Była naprawdę piękna. Jej długie czarne włosy były splecione w warkocz, a spod czarnych brwi spoglądały na niego zielone przenikliwe oczy.
-Arigan! - splunęła mu pod nogi nienawidząc tego imienia – Wynoś się z mojego domu! Precz z naszej ziemi! Precz, albo przysięgam, pozabijam wszystkich azanów, i położę kres całej twojej rasie!
Azan przetarł twarz od śliny Kinai, śmiejąc się złowieszczo.
-Na pewno nie przybywałem tu i nie przelewałem tyle elfiej krwi, żeby teraz się wycofać. Świat elfów potrzebuje jednego przywódcy, który dba o... hmm, nazwijmy to „dyscypliną”. - tu Arigan uśmiechnął się lekko – Kogoś takiego jak ja.
-TY NIE MASZ PRAWA DO WŁADZY! NIE MASZ PRAWA WŁADAĆ ANI JEDNĄ ISTOTĄ! JAK ŚMIESZ SKALAĆ ZIEMIĘ SWOIM DOTYKIEM! - Kinaia rzuciła się na niego, na co azan natychmiast zareagował odparowując jej cios. Poruszała się z zadziwiającą gracją i szybkością, zadając dwoma ostrzami śmiertelne ciosy. Arigan nie przyszedł tu walczyć, tylko pokazać, że to koniec panowania królowej Kinai. Chwycił ją za gardło i przycisnął ją do ziemi, a miecze wyleciały z jej rąk, po czym upadły na ziemię. Władczy azan patrząc na szamoczącą się elfkę szepnął: „Cień lęku”. Zaklęcie ogłuszające zadziałało natychmiast. Dał się lekko ponieść emocjom, a wiedział, że jako wielki król, musi na to uważać. Zawołał kilku żołnierzy, by zanieśli Kinaię do jego pałacu.
Rozejrzał się po sali. Teraz to wszystko było jego.
Rozdział 2 – Serce Mgieł
Rikgin wdrapał się na półkę skalną. Ach, jaki podły żart spłatał mu los. Co noc musiał ukrywać się przed służbami policyjnymi, które były jednymi z tych, którzy ze strachu poddali się azanom. Byli też tacy, którzy poddali się tylko ze względu na swoje rodziny. Inni, tacy jak on, ukrywali się, gdyż byli wrogami publicznymi. Dla elfów wszystko stracone. Już byli tylko niewolnikami, choć niektórzy elfowie byli przekonani, że to po prostu za pomocą Rady azanowie doszli do władzy. To po prostu śmieszne, jakie żałosne mogą być niektóre istoty. Lecz obecnie to nieważne, kiedy się walczy o przetrwanie, nie można myśleć o innych.
Po krótkim odpoczynku Rikgin wdrapał się wyżej. Dobrze, że znał się na magii dość, by przetrwać. Może nie był wielkim magiem czy czarnoksiężnikiem, ale wiedział jak się uchronić przed zimnem. Zobaczył jaskinię, idealną dla takich zbłąkanych wygnańców jak on. Będzie mogła służyć mu za dom, dopóki „psy Arigana” (uwielbiał tak nazywać jego żołnierzy i policję) znów nie odkryją jego obecności. Ciężko było mieszkać w tych górach bez żadnego wsparcia, ale wiedział, że jeszcze ciężej byłoby zostać niewolnikiem króla.
Już miał się w niej położyć, gdy zobaczył jakąś świecącą kulę z czerwoną poświatą wokoło. Podszedł do niej ostrożnie. Najwyraźniej była magiczna. Z wielką ostrożnością spróbował dotknąć kuli, ale tylko zbliżył rękę do niej, ta zmieniła się w smoka. Smoki jak każdy wiedział to istoty duchowe, które przybierały zawsze postać łuskowatych stworzeń o szparkach zamiast źrenic, czterech łapach i dwóch skrzydłach, czasami zaistniały też smoki cielesne, tworzone przez magów lub przyzywane z innych wymiarów, lecz ten zdaje się ani nie miał ciała, ani nie był duchem. Był czymś jak para wodna. Zanim Rikgin zareagował, smok przemówił szeptem:
-Witaj, o Wielkoduszny. Spodziewałem się, że odnajdzie mnie ktoś taki jak ty. Jak widzisz, trudno mnie nazwać duchem, z powodu długiego przebywania w tej grocie. Skoro mnie tu znalazłeś, oznacza to, że mnie nie szukałeś, czyli mogę ci powierzyć pewną misję, o ile chcesz mnie wysłuchać. - Rikgin, oszołomiony nagłym obrotem spraw, kiwnął głową – Zgoda, więc słuchaj – kontynuował smok – To twoje pierwsze zadanie. Nie wiem czy wiesz, ale odkąd azanowie podbili królestwo elfów ich magiczna potęga wzrosła, a także ma swoje źródło. Zapewne słyszałeś o Świątyni Światła, kaplicy będącej największym skarbcem Arigana. Mimo że użyłem nazwy „skarbiec”, ukrywa tam rzeczy o wiele cenniejsze niż jakakolwiek moneta, diament bądź klejnot. Wie o tym. Jedną z nich jest magiczna energia skupiona w gigantycznym dziku, mającego pewien stopień świadomości. Lecz ta energia jest światłem, które wbrew pozorom można rozproszyć. Jeżeli tam dotrzesz, na pewno będziesz wiedział co robić.
-Tylko nie posiadam żadnej broni...
-Twoja siła leży w umyśle. Gdy będziesz mnie tylko potrzebował, pomyśl „Daisa”, a zjawię się na pewno. Musisz trzymać przy sobie jednak mój dom, czyli kulę, która się we mnie zamieniła. Nazywają ją Sercem Mgieł. Zapamiętaj moją radę: Nie rób niczego pochopnie, lecz gdy zrobisz choć krok w kierunku wykonania tej misji, los sam pokieruje tobą i doprowadzi cię do celu. - Smok zamienił się z powrotem w kulę, która jak już elf wiedział, nazywała się Sercem Mgieł.
Rikgin stał jeszcze przez chwilę w miejscu, nie całkiem świadom tego, co usłyszał i zobaczył. Po krótszej chwili sięgnął po Serce, które schował w kieszeni przy swojej piersi. Gdy już przeanalizował to, co się właśnie stało zaczął obmyślać nad tym, co powiedział mu smok. Czy on temu podoła? Słyszał o Świątyni Światła, ale była strzeżona dwustoma strażnikami, najlepiej wyszkolonymi azanami, jacy służyli kiedykolwiek Ariganowi. Nawet jeżeli jakimś cudem dostanie się do środka, to jak rozdzieli światło, które jeszcze tworzy guźca?
Lepiej będzie, jeżeli się z tym prześpi. Położył ręce na kamiennym podłożu, a o nie oparł głowę. Szybko zasnął.
***
Gdy wstał rano rzeczywiście łatwiej wpadały mu do głowy pomysły. Zaczął też się zastanawiać nad tym, co mu powiedział smok Daisa. „Moja siła leży w umyśle” zastanawiał się Rikgin. „Nie jestem pewien co to znaczy. Wątpię by chodziło tylko o inteligencję. Może o moją magiczną siłę?”.
Usłyszał lekki szelest liści pod górą. Padł na podłogę i lekko wychylił jedno oko, by zobaczyć kim jest nieproszony gość. Zobaczył kilkaset azanów na dole, i samego ich króla Arigana. Poczuł ukłucie nienawiści. Dobrze wiedział, że to właśnie Arigan osobiście zabił jego całą rodzinę. Rikgin mocno się skupił, aby opanować swoje emocje, ponieważ przez to mogli go wyczuć. Wysilając całą swoją siłę woli opanował się i usłyszał na dole głosy azanów:
- Szukać dalej, na pewno ukrywa się gdzieś tutaj.
-Wybacz mi władco, ale prawdopodobieństwo jest bardzo małe. Jest wiele gór, w których mógłby się ukryć, a każda z nich ma tysiące jaskiń...
-Więc przeszukajcie je wszystkie! Jest gdzieś tu, na pewno! - żołnierze woleli już się nie stawiać, tylko od razu się rozdzielili, aby przeszukać górę.
Rikgin przycisnął plecy do ściany. Szukają go. Wykryli jego obecność. Mimo że już bardzo długo udało mu się przed nimi ukrywać, teraz to chyba niemożliwe. Chyba jednak lepiej zrobi, jeżeli spróbuje uciec, zawsze lepsze to, niż czekanie na śmierć.
Elf musiał użyć zaklęcia ukrycia, dzięki czemu umożliwione było oszukanie każdego, kto na niego patrzy, że go tam nie ma, po czym chwycił krawędź półki skalnej i spuścił się na dół, modląc się do każdej siły wyższej, aby udało mu się uratować życie. Stalagmity wyrastające z góry ułatwiały mu to. Cudem udało mu się zejść. Cichcem pobiegł w stronę lasu. Nagle usłyszał krzyk jednego z azanów:
-TAM!!!
Rikgin szybko obejrzał się za siebie, a zobaczył żołnierzy azańskich, szybko opuszczających górę, na której przespał dzisiejszą noc, po czym puścił się biegiem. „Ach, że też tak łatwo dałem im siebie zauważyć i to wtedy, kiedy udało mi się zejść, co za głupiec ze mnie.” myślał Rikgin, biegnąc ile sił w nogach. Wbiegł do lasu i skręcił szybko w prawo, mając nadzieję, że zgubi azanów. Nagle zatrzymał się gwałtownie. Przed nim wyrastała gigantyczna ściana skalna. Złapali go w ślepy zaułek. Elf w akcie desperacji przywołał w myśli smoka: „Daisa” powtarzał w duchu jakby jakąś mantrę. Azanowie już byli w polu widzenia i biegli ku niemu z nienormalną szybkością dla każdego, kto nie jest azanem.
Smok Daisa znów się pokazał. Miał złowrogą minę, a patrzył prosto na zbliżających się żołnierzy. Wtem zionął niezwykle siwą mgłą, która owinęła się wokół wrogów, a kiedy mgła ta opadła, Rikgin ujrzał truchła azanów. Daisa zwrócił gniewną twarz w jego stronę.
-Twoje myśli i emocje cię zdradzają, Wielkoduszny. - wyszeptał - powinieneś bardziej na nie uważać.
Rikginowi uśmiechało się głównie to, że przynajmniej jeszcze żyje. Skłonił się smokowi w pas i powiedział:
-Wiem o tym, o Daleko Wiedzący. Lecz ukrywanie emocji nie jest wcale takie proste dla cielesnych istot. Uważam jednak, że nie jestem jeszcze gotów na zadanie, które przede mną postawiłeś. Twoje niezwykłe umiejętności pozwolą ci znaleźć kogoś godniejszego niż ja.
-Nie, nie jesteś gotów. Jednak powierzam ci to zadanie, albowiem przeznaczenie cię wybrało. Lecz tak długo rozmyślałeś nad moim pojawieniem i celem swojej misji, że zapomniałeś o mojej radzie: Nie rób niczego bez zastanowienia. A zabijanie to nie jest niezwykła umiejętność. Miecz nie czyni wszechwiedzącego ani potężnego. Czyż nie mówiłem tobie o twojej sile? Twą potęgą jest umysł! - Po tych słowach smok zniknął.
Elf chwycił najbliższy kamień i rzucił go z wściekłością jak najdalej. Dlaczego to wszystko się tak musiało potoczyć?! Żył samotnie przez lata, i ukrywał się przed całą Gwardią Mroku niczym azańska zwierzyna, i to właśnie jemu przypadł obowiązek obalenia korupcji i chaosu rządu! Nienawidził siebie i świata na którym się urodził, nie był uczony ani wszechwiedzący, a polegał głównie na innych. To było żałosne, wzywać smoka Daisę, żałosne i tchórzliwe. Chociaż... Po namyśle uśmiechnął się w głębi duszy. Przyjmie zadanie jakie przed nim postawiono. Nadszedł czas pierwszej i największej, a może nawet ostatniej wojny jaką będzie mu dane stoczyć. Wkrótce przyjdzie czas śmierci, grozy i zapewne krwi. Nie ma już nic do stracenia.
Ostatnio edytowano N mar 03, 2013 9:07 pm przez Energytoran, łącznie edytowano 1 raz
I remember, so You don't want to!
Energytoran
 
Posty: 99
Dołączył(a): So lis 19, 2011 9:28 pm

Re: Autorskie Opowiadania

Postprzez edson » Pt sty 18, 2013 9:39 pm

Nie czytałem, bo nie mam w tej chwili czasu (aczkolwiek przeczytam), ale sam kiedyś sporo opowiadań nasmarowałem. Żadnego oczywiście nigdy nie opublikowałem, bo trochę wstyd.
Takie cool story od czapy.
Jestem nikim, więc mogę sobie pozwolić na wszystko.
Avatar użytkownika
edson
 
Posty: 102
Dołączył(a): N maja 13, 2012 1:16 pm

Re: Autorskie Opowiadania

Postprzez Gaido » Pt sty 18, 2013 10:09 pm

Też mi się zdarzyło napisać kilka opowiadań, ale bliższy jestem różnym bezfabularnym treściom, jak coś takiego:

(tematyka +18)
Obrazek
Avatar użytkownika
Gaido
Recenzent
Recenzent
 
Posty: 697
Dołączył(a): Cz kwi 14, 2011 4:27 pm

Re: Autorskie Opowiadania

Postprzez Nemo » Pt sty 18, 2013 10:48 pm

Dzięki Gaido za zrujnowanie mi zycia seksualnego opisem loda w kubraczku. I need a mind bleach.
Everything a writer learns about the art or craft of fiction takes just a little away from his need or desire to write at all.
In the end he knows all of the tricks and has nothing to say.
Avatar użytkownika
Nemo
 
Posty: 83
Dołączył(a): Cz paź 28, 2010 11:21 pm

Re: Autorskie Opowiadania

Postprzez Yeshu » Pt sty 18, 2013 11:21 pm

Do Energytoran:
Przeczytałem z lekkim bólem, czaje co ci lata pod kopułą jednak musisz jeszcze sporo popracować nad operowaniem słowem a mówiąc ludzkim językiem masz tu sporo problemów ze składnią.

"To co teraz przeczytasz powinno być listem powitalnym, każdego noworodka, który się rodzi na tym świecie. "
Powinno być "dla każdego noworodka, który urodzi się na tym świecie"

"Dzisiaj zaczyna się Twioja nieskończona walka z rzeczywistością."
Można było "Z dniem dzisiejszym rozpoczyna się twoja walka z rzeczywistością, która nie skończy się dopóki tli się w tobie iskra życia".

Z drugiej strony kuleje tu trochę logika, jaki jest cel dawania listu noworodkowi, który nie umie nawet czytać?
Lepiej byłoby przedstawić to jako historię dla dzieci wchodzących powoli w dorosłe życie czy coś takiego.

"Najpiękniejszy w twierdzy był surowiec z jakiego pałac był zrobiony – nieskazitelny biały marmur."

Nie widzę sensu tak szczegółowego opisu, chyba że miałoby to jakiś cel w fabule, (magiczny marmur).

Ogólnie rzecz ujmując, potrzeba tu sporo szlifów, błędy to, jak wspominałem wcześniej, przede wszystkim gramatyka składnia oraz zbytnia dramaturgia. Czasami jedno proste zdanie wystarczy zamiast akapitu pompatycznie i podniośle opisującego wystrój zamku.
- You have so little to offer.
- I HAD an offer in mind.
~Death, Darksiders 2
Avatar użytkownika
Yeshu
 
Posty: 552
Dołączył(a): N mar 27, 2011 3:47 pm
Lokalizacja: Warka

Re: Autorskie Opowiadania

Postprzez Energytoran » Wt sty 29, 2013 9:07 pm

Yeshu napisał(a):Do Energytoran:
Przeczytałem z lekkim bólem, czaje co ci lata pod kopułą jednak musisz jeszcze sporo popracować nad operowaniem słowem a mówiąc ludzkim językiem masz tu sporo problemów ze składnią.

"To co teraz przeczytasz powinno być listem powitalnym, każdego noworodka, który się rodzi na tym świecie. "
Powinno być "dla każdego noworodka, który urodzi się na tym świecie"

"Dzisiaj zaczyna się Twioja nieskończona walka z rzeczywistością."
Można było "Z dniem dzisiejszym rozpoczyna się twoja walka z rzeczywistością, która nie skończy się dopóki tli się w tobie iskra życia".

Z drugiej strony kuleje tu trochę logika, jaki jest cel dawania listu noworodkowi, który nie umie nawet czytać?
Lepiej byłoby przedstawić to jako historię dla dzieci wchodzących powoli w dorosłe życie czy coś takiego.

"Najpiękniejszy w twierdzy był surowiec z jakiego pałac był zrobiony – nieskazitelny biały marmur."

Nie widzę sensu tak szczegółowego opisu, chyba że miałoby to jakiś cel w fabule, (magiczny marmur).

Ogólnie rzecz ujmując, potrzeba tu sporo szlifów, błędy to, jak wspominałem wcześniej, przede wszystkim gramatyka składnia oraz zbytnia dramaturgia. Czasami jedno proste zdanie wystarczy zamiast akapitu pompatycznie i podniośle opisującego wystrój zamku.

Z dwa lata temu jeszcze bym poszedł płakać w kąt za jakąkolwiek krytykę, ale teraz jestem Ci wdzięczny za te konkretne słowa. Wiem teraz dokładniej nad czym pracować i co poprawić 8-) Co do dawania listu noworodkowi: to miała być metafora, nad którą sam długo głowę łamałem, jakby ją tu ubrać w słowa, chodziło mi o to, że każdy powinien wiedzieć, że z Iskrajamą nie ma żartów. Pomyślę jeszcze raz dzięki i dobranoc :)
I remember, so You don't want to!
Energytoran
 
Posty: 99
Dołączył(a): So lis 19, 2011 9:28 pm

Re: Autorskie Opowiadania

Postprzez Sorano » Śr sty 30, 2013 2:40 pm

O, o! To ja skrytykuję krytykę! ;D

Yeshu napisał(a):Nie widzę sensu tak szczegółowego opisu, chyba że miałoby to jakiś cel w fabule, (magiczny marmur).


Ależ jest sens. Ktoś ma ustaloną wizję świata, którą chce przekazać, żeby osoba mogłaby wczuć się w klimat opowieści. Co innego nie opisywanie postaci(tu się wiążemy z ryzykiem stworzenia Mary Sue), a co innego nie opisywanie świata. Chodzi o to, żeby świat przedstawić, stworzyć klimat, i po to opisy są potrzebne. Co, ma rysować mapki? Rysunki? No i dokładny opis siedziby królowej pokazuje nam w sposób pośredni rasy elfów. Czy to drewniane wieże wśród lasów? Czy to wysublimowana kultura magów, czy przepych graniczący z bezguściem i źle pojęte znaczenie dobrego smaku? Nie wszystko musi bezpośrednio służyć fabule.
Sorano
 
Posty: 81
Dołączył(a): Wt paź 18, 2011 9:23 pm
Lokalizacja: Warszawa

Re: Autorskie Opowiadania

Postprzez Nemo » Śr sty 30, 2013 4:24 pm

"Pośrednie przedstawianie elfów" służy fabule. Zauważanie że ktoś miał białe skarpetki za to rzadko to robi, chyba że mówimy o murder mystery lub strój w jakiś szczególny sposób określa role, charakter postaci - jak np. jest w American Psycho i kulturą yuppie oraz niesamowitą płytkością głównego bohatera.
Bez odpowiedniego kontekstu oraz celu opis jest bezużyteczny. Tak jak młotek bez gwoździ. Jeśli opisujesz - rób to po coś.
Everything a writer learns about the art or craft of fiction takes just a little away from his need or desire to write at all.
In the end he knows all of the tricks and has nothing to say.
Avatar użytkownika
Nemo
 
Posty: 83
Dołączył(a): Cz paź 28, 2010 11:21 pm

Re: Autorskie Opowiadania

Postprzez Yeshu » Cz sty 31, 2013 10:04 pm

Nemo napisał(a):"Pośrednie przedstawianie elfów" służy fabule. Zauważanie że ktoś miał białe skarpetki za to rzadko to robi, chyba że mówimy o murder mystery lub strój w jakiś szczególny sposób określa role, charakter postaci - jak np. jest w American Psycho i kulturą yuppie oraz niesamowitą płytkością głównego bohatera.
Bez odpowiedniego kontekstu oraz celu opis jest bezużyteczny. Tak jak młotek bez gwoździ. Jeśli opisujesz - rób to po coś.


Właśnie to miałem na myśli. Pokazanie, że zamek jest zbudowany z marmuru i powiedzenie, jaki to on jest drogi jest kompletnie zbędne. Jeżeli ów marmur, albo jakikolwiek inny surowiec budowlany, miałby jakieś znaczenie w fabule np. jest to niezwykle rzadki surowiec wykorzystywany przez magów do robienia czarodziejskiego kisielu, to wtedy ma to sens. Tak to jest zwykły zapychacz, który tylko zwiększa ilość tekstu w opowiadaniu.
- You have so little to offer.
- I HAD an offer in mind.
~Death, Darksiders 2
Avatar użytkownika
Yeshu
 
Posty: 552
Dołączył(a): N mar 27, 2011 3:47 pm
Lokalizacja: Warka

Re: Autorskie Opowiadania

Postprzez Sorano » Pt lut 01, 2013 7:49 pm

Nie zrozumiałeś o co mi chodzi. Nie jest to zupełnie zbędne - jest jeszcze opcja tworzenia klimatu, budowania świata.
Po za tym, nie zauważyłeś:
Jest za to jedna istota narodzona wśród elfów, którą należy zgładzić. Osoba o imieniu Rikgin. Arigan nie miał z nim żadnych porachunków, ale bał się go, choć azańskie przerażenie wywołane przez innych było częściej nazywane niepewnością. Bowiem pochodzenie Rikgina budziło niepewność: syn nimfy i pół-boga, mimo to narodzony jako elf? Za tym na pewno kryje się jakiś haczyk. Sami jego rodzice byli jego wrogami.

Jedyny możliwy antagonista póki co jest z rasy elfów. Więc opisywanie tej rasy, nawet w sposób pośredni nie jest taki głupi - być może potem dowiemy się(jeśli same wspomnienie o możliwym antagoniście jest bezcelowe) czy też sam elf niezwykłego pochodzenia jest nie-elfi, czy elfi, i czy to może wpłynąć na potencjalne zagrożenie dla bohatera.
Więc powiedzenie jaki zamek jest drogi może w tym wypadku służyć:
- budowaniu klimatu
- budowaniu wizerunku rasy elfów w sposób pośredni
- budowaniu możliwego stosunku antagonisty(jego charakteru, etc.) do własnej rasy.
Sorano
 
Posty: 81
Dołączył(a): Wt paź 18, 2011 9:23 pm
Lokalizacja: Warszawa

Następna strona

Powrót do Pozostałe

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 1 gość

cron